poniedziałek, 1 października 2012

Kaktus polecany w czasopiśmie dla bibliotekarzy

Dostałam bardzo miłego maila od pani Agnieszki Sikorskiej-Celejewskiej. Obydwie współpracujemy z wydawnictwem Skrzat, a dodatkowo pani Agnieszka przygotowuje informacje o nowych książkach dla pisma przeznaczonego dla nauczycieli-bibliotekarzy: "Biblioteka. Szkolne Centrum Informacji". Właśnie tam ukazała się recenzja "Kaktusa", którą za zgodą pani Agnieszki kopiuję:

"Kaktus na parapecie — stary pomysł przeniesienia bohatera w przeszłość znany m.in. z „Godziny pąsowej róży” Marii Krüger i „Małgosi contra Małgosi” Ewy Nowackiej, zyskał nowe oblicze. Bohater tej powieści zostaje przeniesiony z czasów współczesnych do Polski lat siedemdziesiątych — kraju swoich rodziców. Dziecko, które nagle znalazło się w takim świecie ze zdumieniem dowiaduje się, że w telewizji są tylko dwa programy, w tym na jednym można zobaczyć obrady sejmu, a na drugim program rolniczy. Na własnej skórze doświadcza udręki robienia zakupów w sklepach, w których nic nie ma i z trudem przyjmuje do wiadomości niemożność spożycia posiłku w McDonaldzie („mama” kupuje mu za to gumę Donald). Ale z drugiej strony doświadcza również swobody i nieograniczonych nadmiarem zajęć edukacyjnych i konwenansem (konieczność wcześniejszego umawiania się) kontaktów z rówieśnikami. Niektóre stwierdzenia brzmią zbyt dorośle w ustach dzieci, a jednak wydają się być usprawiedliwione chęcią ukazania rzeczywistości taką, jaką była (jeden z dziecięcych bohaterów w pewnym momencie mówi: „My nie mówimy głośno tego, co myślimy”), widoczny jest dydaktyzm. Tekst jest ciekawy, książkę czyta się cały czas z uśmiechem na ustach, uśmiechem zareagują również dorośli, którzy pamiętają „rozkraczające się” syrenki i szkolne wyjazdy na wykopki. Wydawnictwu Skrzat trzeba również przyznać, iż szczególnie zadbało o stronę edytorską tej książki. Poręczny format, świetnie zakomponowana okładka, ilustracje, które kojarzyły mi się z Hanną Czajkowską i jej mistrzowskimi obrazkami z „Dzieci z Bullerbyn”, to wszystko sprawia, że książkę z prawdziwą przyjemnością bierze się do ręki."


Recenzja ukazała się w numerze 1 z 2012 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz